Marmite raz jeszcze.

Przy okazji wpisu o czarnej mazi, czyli o Marmite, obiecałam, że jeszcze coś pokażę. Przy okazji poszukiwań wiadomości do notki, trafiłam na ślady kapanii reklamowej smarowidła przeprowadzonej przez agencję DDB London. You either love it, or hate it (czyli : „albo to kochasz, albo nienawidzisz”). Moim zdaniem – bomba! Tyle reklama. Bo wydarzyło się pewnego…

O czarnej mazi….

Miałam niedawno małe kłopoty z kulinarnym flow’em. Czytaj zastój i monotonia. Chodziłam głodna po domu, otwierałam lodówkę, zamykałam – jednym słowem nic z tego nie wynikało. Ale oko padło na chleb, który powędrował do tostera, zaraz za nim przyszło masło i…zapomniana, a przecież jak kochana gwiazda kanapkowej jazdy: Marmite! Klasyk wyspiarski (jego nieco odmienne wersje…